30 lipca 2014

Co u Tini?

No heej.
Długa nieobecność, ale w końcu wracam. Winę zrzucam słusznie na mój telefon i laptop. Zdjęcia z telefonu nie chciały się wogóle przerzucić aż do dziś. No więc może zacznę od tego co się działo przez te kilka tygodni.
Na sam początek ognisko. Było całkiem tylko te komary. Kilka dni potem wyciągnęli basen i teraz pływamy sobie na łące. W następny weekend wyjazd na ryby, a tam kolejne ognisko. Taka mała pochwała dla mnie.... w prawdzie nie do końca, ale coś tam opanowałam łowienie ryb. Trochę dużo wypadów z Natalią i Wiktorią na plac. Dużo śmiania się. Ah... niezapomniane. I kolejne ognisko jak na ten czas ostatnie... przy tym nie wyspałam się przez mojego małego kuzyna, bo ciocia była na ognisku i biedactwo budziło mnie i nie spałam do piątej rano, a mój wujek obudził wszystkich już jakoś o 9-10. Teraz najlepsze. Siedziałyśmy sobie z dziewczynami na placu i zobaczyłyśmy nagle chłopaka (mój rocznik), który zadawał się z chłopakami z wioski i dowiedziałyśmy się że ma on na imię Igor. Kiedy przejeżdżał rowerem krzyczałyśmy do niego "Cześć Igor!" itp. Dość głupi pomysł na nudę, ale śmiechu było dużo. Ostatnio zawołałyśmy go na plac i znamy już prawie cały jego życiorys. Takie tam ciekawskie my... :D Wakacje w końcu są zabawne, bo ten chłopak dodaje trochę śmiechu zwłaszcza te jego miny są wielkie. + jeszcze wczoraj ja i Wika wybrałyśmy się do galerii na zakupy i kopiłyśmy sobie po dwie bluzki (w tym mamy jedne takie same tylko kolory inne) i po 1 parze butów, które nie różnią się za bardzo. Tak więc to tyle. Jeszcze łapcie moje zdjęcia, robione przez cały pobyt.








1 komentarz:

  1. Świetny post, a zdjęcia piękne :)

    http://julia-juliett.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za miłe komentarze, ale krytykę też przyjmuję, oczywiście uzasadnioną. :*